Logo Musica Polonica Nova
STRONA GŁÓWNA
 NAJBLIŻSZE WYDARZENIA:


 INDEKS KOMPOZYTORÓW
 I WYKONAWCÓW:
ABCĆDEFGHIJKL
ŁMNOPRSŚTWZŻ


 NAJNOWSZY ALBUM ZDJĘĆ
17.05
Zdjęcia z koncertu: Teatr instrumentalny
LISTA AKTUALNOŚCI
08.06Rewelacyjna "Matka czarnoskrzydłych snów" w Operze Wrocławskiej
01.06Na granicy snu i jawy - po premierze "Matki czarnoskrzydłych snów"
01.06Matka czarnoskrzydłych snów
01.06"Matka czarnoskrzydłych snów w Operze Wrocławskiej"
31.05Musica Polonica Nova 2010. Tydzień pierwszy - Monika Pasiecznik
31.05Podsumowanie 27. edycji festiwalu Musica Polonica Nova - Magdalena Talik
17.05Zdjęcia z koncertu 16.05 - Teatr instrumentalny
16.05Zdjęcia z koncertu 15.05 - Granie do obrazów
16.05Zdjęcia z koncertu 15.05 - Krzanowski – Chopin akordeonu
15.05Zdjęcia z koncertu 14.05 - Masques
14.05Zdjęcia z koncertu 13.05 - Maraton: Muzyka na smyczki i Partity
13.05Zdjęcia z koncertu 12.05 - TWOgether Duo
12.05Zdjęcia z koncertu 11.05 - Muzyka nasłuchiwania
11.05UWAGA! ZMIANY GODZIN KONCERTÓW: 13.05 i 15.05
11.05Zdjęcia z koncertu 10.05 - Szekspir
10.05Zdjęcia z koncertu 9.05 - Pieśni masowe
09.05Najnowsze zdjęcia z koncertu 8.05
22.04Musica Polonica Nova 2010
03.04Musica Polonica Nova 2010
TREŚĆ AKTUALNOŚCI
01.06Na granicy snu i jawy - po premierze "Matki czarnoskrzydłych snów"
ZWIŃ
Katarzyna Kaczorowska, Polska Gazeta Wrocławska, 2010-05-18

Idąc najprostszym z możliwych tropów, opera jednej z najlepszych współczesnych kompozytorek w Europie, Hanny Kulenty, to dzieło opowiadające różnymi środkami o tym, jak straszna jest schizofrenia. Ale traktowanie Matki czarnoskrzydłych snów jako swoistego repetytorium dla studentów psychiatrii jest głębokim nieporozumieniem.

Operowa schizofrenia to rodzaj intelektualno-artystycznej umowy, narzędzie, które daje możliwość stworzenia skrajnie emocjonalnej konstrukcji dźwiękowej. Kulenty, która - co podkreślają krytycy muzyczni - nie ulega modom i komponuje kierując się własnymi upodobaniami, sięga po cały wachlarz właściwy muzyce współczesnej. Jest tu i minimalizm przypominający momentami Steve'a Reicha, są echa Johna Cage'a, transowe recytatywy, jest też przywoływany industrializm, najlepiej oddający chaos wielkomiejskiej dżungli, w której człowiek nie słyszy sam siebie.

Czym jest Matka czarnoskrzydłych snów? Zapisem rozpadu osobowości? Ilu z nas kryje w sobie różne twarze, ale istniejąc w ramach konwenansu i tego, co wypada, trzyma je starannie na wodzy, nie pozwalając im dojść do głosu? Czy jesteśmy mniej szaleni od tych, którzy utracili zdolność trzymania lejców?

Kulenty stopniowo buduje napięcie, wprowadzając widza razem z Eweliną Pietrowiak, scenografką i reżyserką, w oniryczny świat, w którym wszystko jest możliwe. Precyzja, z jaką to robią, jest naprawdę imponująca. Żadnych przypadkowych ruchów, żadnego przypadkowego gestu. I rzecz, wydawałoby się, prawie niemożliwa, a w znacznej mierze decydująca o wyjątkowości tego dzieła - Matka czarnoskrzydłych snów łączy specyfikę opery z tym, co charakterystyczne dla teatru dramatycznego. Trzem śpiewaczkom towarzyszą dwie aktorki. Marta Wyłomańska jako Klara, Dorota Dutkowska i Katarzyna Baraniecka jako Nożyce mają swoje odbicia, czyli Kliki: Małgorzatę Węgrzyn-Krzyżosiak i Agatę Skowrońską. Swoistą klamrą, ogniskującą wokół siebie dramaturgię zdarzeń, które pojawiają się na granicy jawy i snu, gdzieś w nieznanym wymiarze, próbującym przebić się do ludzkiej świadomości nawet za cenę jej totalnego zniszczenia, jest Leśny Kruk, czyli Mariusz Godlewski.

Godlewskiemu udaje się wyjątkowo rzadka sztuka - nie tylko fenomenalnie śpiewa, po raz kolejny udowadniając na deskach Opery Wrocławskiej, że jest w pierwszej lidze polskich śpiewaków, ale również świetnie gra. Bardzo dobrze wypada w partiach dramatycznych, aktorskich, wymagających wypowiadania kwestii, a nie ich śpiewania. Wbrew pozorom to niełatwa sztuka i udaje się niewielu śpiewakom. W kuluarach rozmawiałam chwilę z Wojciechem Michniewskim, który prowadził orkiestrę w czasie obu premierowych spektakli. Zażartowałam, że niedawno - po premierze Borysa Godunowa - ogłosiłam na łamach gazety, iż zakładam fanklub Mariusza Godlewskiego. Michniewski przyznał mi rację i podkreślił, że w dużej mierze sukces Matki czarnoskrzydłych snów opiera się właśnie na talencie tego śpiewaka, który przypomnijmy - w Operze Wrocławskiej kreował też partię Adama w Raju utraconym Pendereckiego, Janusza w Halce czy dr. Miracle w Opowieściach Hoffmanna.

Ewelina Pietrowiak nie tak dawno temu przypomniała we Wrocławiu Jutro Tadeusza Bairda. Już wtedy pokazała, że ma wyczucie sceny i wie, co chce przekazać widzowi. Współpraca z Hanną Kulenty to kolejny krok - dodam, że bardzo udany - w jej artystycznej karierze. Ja na Matkę czarnoskrzydłych snów wybieram się jeszcze raz. I zachęcam tych wszystkich z Państwa, którzy lubią zadawać sobie różne pytania o sens kondycji ludzkiej nie oczekując banalnych odpowiedzi. Libretto Paula Goodmanna to w tym wypadku klasa sama w sobie.